sobota, 9 maja, 2026

Jak bawiła się warszawska elita polityczna w okresie przedwojennym

W 1918 roku Polska odzyskała swoją niepodległość. To właśnie w tym okresie do życia towarzyskiego Warszawy dołączyła nowa elita, pisze strona warsawyes.com. Na przykład Ci, którzy do niedawna kręcili się w zatęchłych kamienicach, drukując nielegalną prasę, teraz uczestniczyli w bankietach prezydenckich. W tym artykule opowiemy bardziej szczegółowo o tym, jak bawiła się elita polityczna stolicy w okresie przedwojennym.

Uczestnictwo w balach

W tych latach urzędnicy państwowi zazwyczaj uczestniczyli w różnych bankietach i wieczornych balach. W społeczeństwie było to uważane za obowiązek polityka. Władcom zawsze towarzyszyły też ich żony. Na przykład Zofia Kirkor-Kiedroniowa nie mogła odmówić udziału w kolejnym balu, ponieważ była żoną ministra przemysłu i handlu oraz siostrą polskiego premiera Władysława Grabskiego. 

Zofia nie wstydziła się tego, że na niektóre wydarzenia chodziła w tym samym stroju, co wcześniej. Powodem było to, że Minister Przemysłu i Handlu nie miał dodatkowych pieniędzy na reprezentację, gdyż wynagrodzenia były wówczas niskie. Zwyczajem warszawskiej elity było również przyjmowanie gości w swoich domach w określone dni tygodnia i miesiąca. Gospodyni sama ustalała te stałe daty i tym samym zobowiązywała się do bycia obecną i dostępną dla odwiedzających w tym czasie. Jeśli któryś z zaproszonych gości nie był w stanie uczestniczyć w kolacji, było to uważane za złe zachowanie. 

Kiedy gość przybywał na takie wydarzenie, był witany i częstowany filiżanką herbaty i kruchymi ciasteczkami. Wydaje się, że to zwyczajny zestaw, ale jego prostota miała ukryte znaczenie. W takim przyjęciu mogło uczestniczyć ponad 150 osób. Wśród nich byli najwyżsi urzędnicy kraju, przedstawiciele korpusu dyplomatycznego, a także różni urzędnicy, bliżsi i dalsi znajomi, krewni, przyjaciele, dziennikarze, pisarze i wielu innych. Ponieważ zaproszonych było tak wiele osób, gospodyni nie przygotowała dużej ilości jedzenia, ale częstowała swoich gości różnymi przekąskami i słodyczami. 

Pierwsza dama 

Żona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Maria Wojciechowska, czasami czuła się niekomfortowo w swojej roli. Gdy tylko miała okazję, uciekała z Warszawy do rezydencji w Spale i ograniczała do minimum kontakty ze społeczeństwem. W prezydenckich rezydencjach w stolicy zawsze odbywały się różnego rodzaju przyjęcia i bale. Pierwsza Dama musiała w nich uczestniczyć, nawet jeśli nie miała na to ochoty. 

Maria Wojciechowska lubiła wszystko kontrolować sama oraz oszczędzać. Aby zapanować nad rodzinnym budżetem, często sama chodziła na zakupy. Mieszkańcy Warszawy mogli więc spotkać pierwszą damę bezpośrednio na targu. Z tego powodu towarzystwo w stolicy naśmiewało się z Marii. Wojciechowska nie miała w zwyczaju dążyć do pewnych standardów, aby nie umniejszać powagi pozycji swojego męża Stanisława. Na tym tle dochodziło niekiedy do kuriozalnych sytuacji. Podczas pobytu w Spale żona prezydenta zaprosiła kiedyś gości na śniadanie i posadziła ich przy stole nakrytym nie wyszukanymi serwetkami i eleganckim obrusem, ale zwykłym białym prześcieradłem z dużą dziurą pośrodku. Nic dziwnego, że organizowane przez nią przyjęcia i bale również nie należały do zbyt okazałych.

Na tych imprezach goście mieli okazję spróbować pączków rodzinnej receptury Wojciechowskiej i zwykłej herbaty. Maria wyszła z założenia, że skoro ona, jej mąż i dzieci lubią te tłuste, smażone w tłuszczu kulki, to goście również będą je lubić. Niestety, nawet przy najlepszych intencjach i największym szacunku dla Wojciechowskich, było to trudne do przełknięcia.

Zatem nie wszystkie żony warszawskich władców miały talent do organizowania rozmaitych imprez towarzyskich. Dlatego większość pań wolała być gośćmi na takich wydarzeniach niż gospodyniami. 

...